Sandomierskie mordy
|
Dzisiejszy wpis będzie o tym jak NIE robić zdjęć. Od dłuższego czasu zaprzyjaźniłem się z cyfrą i analog został porzucony w kąt. Wygoda wzięła górę i nie chciało mi się jeździć wywoływać czy też skanować. Jak już załadowałem (prawie, że zmuszony) w listopadzie Ilforda to gnił do końca stycznia.
Do tej pory zawsze w miarę poprawnie naświetlałem materiały światłoczułe. Wiadomym jest, że zawsze lepiej troszkę prześwietlić niż niedoświetlić. Tym razem jednak przesadziłem – coś poszło nie tak. Nie chce mi się wierzyć, że wszystkie klatki prześwietliłem (chociaż sporo robiłem na [niewiele mylące się] oko). Szczególnie, że część sprawdzałem cyfrą, a część światłomierzem. Dziwna sprawa strasznie, coś wydaje mi się, że winę ponosi pan w labie, cosik chyba mu się skopało. Chyba, że mój Zenek wyzionął już ducha (po kilku upadkach ze znacznej wysokości) i całkowicie nie trzyma czasów.
Tak więc zdjęcia są ogólnie o kant dupy potłuc, ale, że tyle się wyleżały to ich trochę pokażę światu. Pies (plagiat! :D) mi na przykład wyszedł fajnie, o! (moje ulubione) i na bulbie kilkusekundowym (prawie)utrzymałem! (ależ jestem arthyystom!!)
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
I do końca foty kilkusekundowe z łapy na bulbie, dziwnie nieporuszone:
|
|
|
|
Sandomierskie widoczki
|
Podziwiam plenerowiczów, że już powrzucali zdjęcia z Sandomierza. Ja jakoś nie mogę się zebrać. Dzisiaj kilka widoczków, klisza jeszcze leży niedokończona, tak samo jak reszta z cyfry.
O, właśnie! pozdrawiam wszystkich plenerowiczów! :)
|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|

|













